Interpretacje

Interpretacje: iRobot ( Last Robots )

Igor Fleiszer w swojej interpretacji 501®
Igor Fleiszer w swojej interpretacji 501® Fot: Mateusz Gajda/ natemat
Muzyką zajmuje się od każdej możliwej strony. Didżejuje, produkuje, remiksuje, organizuje, udźwiękawia filmy, prowadzi audycję radiową. Od tańczenia woli jednak obserwowanie. Teraz obserwuje już trzecie pokolenie didżejów, ale większość z nich pozostaje za nim daleko w tyle. Nie tylko pod względem wzrostu.

Igor Fleiszer ma ponad dwa metry. W Tokio, gdzie jako Last Robots – pierwszy zespół producentów muzyki elektronicznej z Polski – zagrali pięć imprez na zaproszenie Instytutu Polski przy Ambasadzie w Tokyo, budził prawdziwą sensację. Dwumetrowy blondyn za dekami wraz se swoim kolegą z kolektywu, Dj Bertem, zrobili na Japończykach takie wrażenie, że śpiewali puszczany im przez nich numer Kultu. – Wprawdzie tylko jeden fragment: ojojojojoj, więc prawie w ich własnym języku – śmieje się Igor – ale wrażenie i tak było niezwykłe – wspomina. W swojej trwającej już około dekady karierze didżejskiej Igor zjeździł już całą Polskę i spory kawałek świata. Występował na wszystkich największych festiwalach muzycznych w tym kraju, na Coke'u z Last Robots zagrali nawet dla 40 tysięcy ludzi jako support The Prodigy, oficjalnie wybrany przez management zespołu. – Jeszcze 20 lat i napiszę książkę – deklaruje Igor.




Historie, które sam przeżył i te opowiedziane przez muzyków, których poznał, zdecydowanie zasługują na spisanie. Jak choćby wtedy, gdy pojechał autobusem na Ukrainę zagrać na tamtejszym festiwalu. – U nas to by się właściwie nazywało impreza plenerowa, nie festiwal. 300 osób, scena na rusztowaniu, na które wchodziło się po drabinie i taka ulewa, że gdy taksówka, którą dotarłem na teren imprezy, wjechała w kałużę, zanurzyła się w niej do połowy. Na backstage'u wódka i chleb, płacili dolarami – wspomina Igor.


Pomysł na życie didżeja pojawił się podczas wakacji w Stanach. Chodził na imprezy i obserwował. Po roku wrócił do Ameryki po gramofony. Ale w międzyczasie musiał rzucić prace w korporacji w Polsce (z wykształcenia jest specem od PR-u). – Tego samego dnia, w którym chciałem się zwolnić, zaproponowali mi etat. Nie wiedziałem, co robić, mama poradziła mi, żebym jechał. „Na pracę będziesz miał całe życie”, powiedziała. Więc pojechałem – opowiada Igor. Zatrudnił się w sklepie muzycznym i zarobił na swoje pierwsze gramofony. Wrócił do Polski i przez rok szkolił warsztat grając sam dla siebie. Jeszcze dwa razy podejmował i rzucał pracę w tej samej korporacji. W końcu wybrał muzykę. Decyzję ułatwiło mu zajęcie drugiego miejsca w konkursie didżejskim Pierwsze Koty, organizowanym w Piekarni przez Dj Berta, z którym do dziś gra jako duet Last Robots.



Stylistka Justyna Suwala komentuje

Igor Fleiszer, muzyk, zestawił jeansy Levi’s® 501® z rozpiętą flanelową koszulą w kratę Levi’s®, t-shirtem z nadrukiem zespołu Nirvana i butami Nike. niestandardowy stalowo szary / stalowo niebieski kolor spodni świetnie gra z zielenią flaneli. Stylizacja ma grunge'owy charakter, kojarzony z prostym, nonszalanckim stylem.


Przez te lata wiązał się z muzyką coraz bardziej. Oprócz grania i organizowania imprez zaczął także sprowadzać zagranicznych artystów. – Bookowanie to spełnianie własnych marzeń. Ściąganie artystów, których się podziwia, których zawsze chciało się zobaczyć – opowiada. Igor prowadzi też własną audycję w piątkowe wieczory na antenie Roxy FM. „Last Robots Alive” to charakterystyczna mieszanka dźwięków z pogranicza disco, house i elektro. – Czerpię ogromną satysfakcję z muzycznego edukowania ludzi, czyli czegoś, czego nie robią w najmniejszym stopniu stacje mainstreamowe. To fantastyczne uczucie, gdy dzwonią albo piszą słuchacze z miejsc, o których nawet nie słyszałem. Fajnie wiedzieć, że ludzie dzięki mnie poznali coś ciekawego – opowiada.

Ale to nie wszystko, iRobot (bo tak brzmi jego alias, gdy nie występuje w duecie z Bertem) zajmuje się także produkowaniem: – Gdy tyle się z muzyką obcuje, to zupełnie naturalne, że rola didżeja przestaje wystarczać i w końcu przeradza się w rolę producenta – tłumaczy. Współtworzył remiksy m.in. dla Noviki, zespołu Kamp czy – ostatnio – dla zespołu Hurts. Oficjalny remiks dla Brytyjczyków zrobił na zlecenie ich wytwórni razem z Tomkiem Rawskim z Beats Friendly. – Remiksy to duże wyzwanie, zwłaszcza w przypadku znanych utworów, do których ludzie są przyzwyczajeni – opowiada.


Czytaj też: KONKURS - Levi’s® świętuje 140-te urodziny modelu 501®

Zapytany, czym właściwie jest remiks, Igor odpowiada: – To moja wersja cudzego utworu, złożona od nowa z elementów, z których oryginalnie powstał. Dostaję poszczególne ścieżki i wybieram, na czym zbuduję nową wersję. Ja najczęściej opieram się na wokalach, pewnie dlatego, że nie umiem śpiewać, a bardzo chciałbym – śmieje się Igor. – Trochę sampluję, dogrywam perkusję, gitarę basową, składam z tych klocków utwór od nowa i nadaję mu charakter klubowy. Czasem wystarczy kilka godzin, czasem to trwa dużo dłużej – opowiada. Ostatnio, w ramach nowego projektu No Drama, przygotował remiks dla młodego polskiego zespołu Fair Weather Friends. Igor zajmuje się też udźwiękawianiem filmów i reklam: – To duże wyzwanie, działanie na wyobraźnię widza, łączenie dźwięku i obrazu tak, żeby wywoływać określone emocje – komentuje. W jego życiu emocji nie brakuje: – Co weekend myślę sobie, że mam fantastyczną pracę – deklaruje. Ale bycie didżejem wymaga cierpliwości. I pokory. Igor obserwuje już trzecie pokolenie didżejów i nie do końca podoba mu się to, co widzi.

Czytaj też: Interpretacje: Tomasz Machała
– Nie podoba mi się kierunek, w którym to wszystko idzie. Mam wrażenie, że większości młodych didżejów chodzi głownie o hype, o to, żeby się pokazać, żeby znajomi zobaczyli. Nie ważna jest technika, umiejętności, wystarczy kupić kontroler, ściągnąć muzykę i po godzinie jest się didżejem. Dawniej płyty trzeba było zamawiać z zagranicy. Jak zamówiłem większą ilość naraz, przychodziło wezwanie do urzędu celnego. Trzeba było odstać swoje w kolejce i przekonywać, że to nie na handel, że ja z tego chcę grać – wspomina. – Teraz szacunek do muzyki jest dużo mniejszy. Fach didżejski zanika. Nie chodzi już o budowanie setu, tylko o puszczanie hitów – mówi. Jako ambasador marki Pioneer DJ bierze udział w pokazach sprzętu didżejskiego, podczas których testuje jego możliwości, wykorzystując własne. Na takie pokazy przychodzi sporo młodych, początkujących didżejów, jest więc nadzieja, że nie wszyscy idą na łatwiznę.


Muzyki słucha wszędzie, w samochodzie, na zakupach, nawet w samolocie od razu zakłada słuchawki. Jak więc odpoczywam od muzyki? – Słuchając innej muzyki. Innej niż klubowa. Bo muzyka, taka czy inna, towarzyszy mu bez przerwy. Nie ma miejsca na ciszę.

MIEJSCE SESJI: studio nagrań Last Robots
FOTO: Mateusz Gajda
STYLIZACJA I MAKIJAŻ: Justyna Suwala
PRODUKCJA: Zuzanna Partyka

Igor Fleiszer ma na sobie: jeansy Levi’s® 501®, flanelową koszulą w kratę Levi’s®, t-shirt: z nadrukiem zespołu Nirvana, buty: Nike